„Coś mi mówi, że to kolejne zadanie to już za dużo dla mnie. Ale z jakiegoś powodu się na nie zgadzam”.
To doświadczenie wielu z nas. Gdy przełożony zleca kolejne obowiązki, często bez namysłu je przyjmujemy, mając w głowie przekonania:
- nie można inaczej,
- powinienem dać radę,
- jak odmówię, nie dostanę awansu,
- pomyślą, że się nie nadaję.
I być może już wiele razy słyszeliśmy:
- że granice są ważne,
- że zmęczenie odbija się na jakości pracy,
- że ciągłe „tak” ma swoją cenę.
A jednak w tej konkretnej chwili mówimy „tak”.
Z czasem zauważamy, że zasoby się wyczerpują, wracamy do domu coraz bardziej zmęczeni, coraz trudniej się skupić.
A jakość pracy – paradoksalnie – zaczyna spadać.
Moment, w którym widzimy, że brak granic realnie nam nie służy, może stać się początkiem zmiany.
Bo brak granic nie szkodzi tylko nam – często rani również relacje, w których funkcjonujemy.
Bo granice to informacja o nas.
- jakimi zasobami dysponujemy,
- w jakich warunkach pracujemy najlepiej,
- co jest możliwe, a co już nie.
Jeśli ich nie komunikujemy, inni muszą się domyślać.
A domysły rzadko prowadzą do partnerskiej współpracy.
Skąd bowiem inni mają wiedzieć, gdzie są nasze granice, skoro ich nie widzą i o nich nie mówimy?
U podstaw trudności w stawianiu granic zwykle nie leży brak kompetencji.
Częściej jest to brak wiary, że tacy, jacy jesteśmy naprawdę, jesteśmy OK, oraz brak poczucia bezpieczeństwa, by to pokazać.
Dlatego zanim zapytamy:
„Jak mamy lepiej mówić nie?”
warto zapytać:
„Czy my w ogóle ufamy sobie na tyle, by siebie nie porzucać?”
Ćwiczenie na dziś
Wypisz momenty ze swojego życia, w których radziłeś sobie z trudnościami, miałeś wpływ i czułeś swoją siłę.
Zastanów się:
- co wtedy myślałeś o sobie,
- jak się czułeś.
Po co? Aby zacząć widzieć swoje zasoby i uczyć się ufać sobie oraz swojej zasobności.
I pamiętaj – zmiana nie dzieje się od razu. To proces.
Potrafisz stawiać granice, czy wciąż się tego uczysz?
#granice #asertywność #rozwójosobisty




